Wywiad novinky

Tylko geniusze się nie powtarzają.


Wywiad ukazał się 23. kwietnia 2010 na portalu novinky.cz w rubryce KULTURA | SALON

Z Petrą Soukupovą rozmawia Klára Kolářová

 

Ma pani jakiś uraz z dzieciństwa dotyczący żył w mięsie?

Wciąż w nim są, co?

Prawie zawsze kiedy bohaterowie książki Zniknąć muszą zjeść kawałek żylastego mięsa, dochodzi do zwrotu akcji. Na gorsze.

Nie miałam zamiaru obsadzać żył w mięsie w roli posłańców złych wiadomości. Po prostu mnie obrzydzają. Ale jeśli tak wyszło, podoba mi się to. Żyła jako zapowiedź katastrofy.

Tołstoj napisał, że wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób. Jednak w pani książkach nie ma ani jednej szczęśliwej rodziny.

Każda rodzina ma jakiegoś trupa w szafie. Ważne jest to, na ile członkowie rodziny chcą stawić mu czoła. Czasami problemy są tak zapieczone, że właściwie już się da ich już rozwiązać. A z urazami z którymi nie poradziliśmy sobie w dzieciństwie, nie poradzimy sobie już nigdy. Nie twierdzę jednak, że nie istnieją szczęśliwe rodziny. Po prostu pokazuję te nieszczęśliwe.

 

Zakończenia nowel w książce Zniknąć są nieco bardziej ugodowe niż w waszym debiucie Nad morze. Mam wrażenie, że próbuje pani być trochę lżejsza, choć odrobinę pozytywna.

Zakończenia w Zniknąć są przecież także dosyć mało ugodowe. Jedynie Na krótko kończy się w miarę pozytywnie, bo rodzeństwo, główni bohaterowie nareszcie się godzą, jednak główny bohater, mały chłopak tak czy siak traci iluzje, musi jakoś poradzić sobie z tym, że jego rodzic nie jest idealny, i musi to ze sobą nieść aż do dorosłości. Właśnie Na krótko powstawało pierwotnie jako scenariusz. Kiedy przyjaciele pytali o czym piszę, mówiłam, że to takie 400 batów 2.

 

Oprócz komunikacji w rodzinie, która często zawodzi, wprowadza pani jako formę ucieczki ucieczkę fizyczną lub alkohol.

Z tym alkoholem trochę mnie przemyślałam sprawy. W Zniknąć jest istotny aż w dwóch nowelach z trzech. Nie miałam świadomości, że w efekcie odegra ważniejszą rolę, niż zamierzałam. Nie chciałam przez to powiedzieć, że Czesi to naród alkoholików, chociaż właściwie nim jesteśmy. Problemy, o których piszę nie są jednak spowodowane alkoholizmem. Picie jest tylko jedną z form ucieczki, a ucieczka i walka to dwie możliwości podejścia do problemu. Moi bohaterowie bezradnie się miotają łącząc obie te możliwości. Przynajmniej w ostatniej z trzech nowel prawie w ogóle nie ma alkoholu.

Czy poprzez niewesołe relacje rodzinne chciała pani zwrócić w swoich książkach uwagę na jakieś szersze zjawisko? Na przykład na rozpad tradycyjnych wartości?

Figa z makiem, nie chodziło mi o żaden rozpad wartości, myślę wręcz, że jeśli chodzi o stosunki rodzinne jest coraz lepiej. Statystyki mówią wprawdzie o tym, że jest coraz więcej rozwodów, ale nie oznacza to według mnie chorego społeczeństwa. Być może dzieci mogą cierpieć bardziej z powodu źle funkcjonującego małżeństwa niż z powodu rozwodu, ale czy ktoś robi tego typu badania statystyczne? Ponadto teraz ludzie później się pobierają, później mają dzieci, co na pewno jest rozsądne. Uczą się też rozmawiać, chodzi mi o rozmowę bliskich ludzi, partnerów ze sobą. Dzieci uczą się tego od nich. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nasze czasy przyniosły ze sobą kryzys instytucji rodziny i jej wartości. Problemy rodzinne istniały od zawsze, jednak ludzie inaczej do nich podchodzili.

Obie pani książki „Nad morze” i „Zniknąć” mają więcej cech wspólnych niż sam język potoczny, podobne tematy i chwyty narracyjne. Nie boi się pani, że będzie zajmować się w kółko pokrewnymi tematami?

Nie boję się tego, że będę się powtarzać, to pewne, że będę. Trzecia książka, która właśnie przygotowuję, ma być dziennikiem dorastającej dziewczyny, znowu o relacjach miedzyludzkich. Czyli nic nowego. Ważne, żeby znaleźć nowy punkt widzenia. Tylko geniusze wciąż na nowo wymyślają coś całkiem oryginalnego.

Krytycy często porównywali panią do Virginii Woolf. Pani twierdziła jednak, że jej powieść Do latarni morskiej nie była wzorem przy tworzeniu pani debiutu Nad morze. Podobno nawet jej pani nie czytała.

Do dziś jej nie czytałam i nie mam tego w planie. Na to porównanie wpadł Pavel Janoušek, który doręczył moją książkę wydawnictwu Host. A inni recenzenci to podłapali. Z drugiej strony pan Janoušek jest specjalistą w kwestiach literatury, więc jeżeli moje pisanie w jakiś sposób przypomina mu Virginię Woolf, być może coś w tym jest.

 

Właśnie opisywanie stosunków międzyludzkie i próbę dostania się pod powierzchnię szarej codzienności często charakteryzuje się jako główne aspekty pisarstwa kobiet. We współczesnej literaturze czeskiej mówi się nawet o fali kobiecej. Świadczy o tym już sama nagroda Jiřího Ortena, trzy lata z rzędu otrzymały ją kobiety. W roku 2007 Petra Hůlová, potem pani, a rok po pani Jana Šrámková.

A wśród trzy z sześciu nominowanych do nagrody Magnesia Litera książek w kategorii najlepsza proza napisały kobiety. Ale spojrzenie na literaturę przez pryzmat płci nie jest miarodajne. Wydzielanie jakiś tematów, jako raczej kobiece to chyba głupota. Na przykład brytyjski autor Ian McEwan pisze o stosunkach międzyludzkich i robi to rewelacyjnie. Nie czuję się związana z żadną kobiecą falą. Nie noszę w sobie poczucia przynależności do żadnego ruchu literackiego. Ani do żadnego innego ruchu.

 

Czy przeczytała pani dzieła swoich tegorocznych konkurentów do nagrody Magnesia Litera? Co pani o nich sądzi?

Czytałam notki w internecie, ale jeśli nie zainteresuje mnie fragment, nie mam potem zbytniej ochoty na książkę, więc nie przestudiowałam jakoś specjalnie dzieł konkurentów. Z nominowanych najbardziej zainteresował mnie Martin Reiner. Jeżeli chodzi o Kateřinę Tučkovą i jej Wygnanie Gerty Schnirch doceniam fakt, że wybrała szalony temat, ale z drugiej strony wyobrażenie, że miałabym czytać tę książkę trochę mnie przeraża. Czego by człowiek nie przeczytał o tym okresie dwudziestego wieku, zawsze będzie to rwące, skomplikowane i niejednoznaczne. Poza tym to dość gruba książka. Ale oczywiście przygotowanie jej wymagało wiele pracy, pewnie ja sama nie byłabym do tego zdolna. Poza tym mam problem z książkami, których akcja rozgrywa się za granicą. Mam wrażenie, że ostatnio wybuchła moda na umieszczanie akcji w obcych krajach- teraz jest moda na Rosję i okolicę, oczywiście Berlin, Ameryka Południowa. Być może jest to szczere ze strony wszystkich tych autorów, tylko zbiegło się po prostu w czasie, jednak niespecjalnie interesuje mnie czytanie o zderzeniu z obcymi kulturami.