Wywiad Instinkt

Posprzątane

 

Wywiad ukazał się 6. sierpnia 2009 w piśmie Instinkt ; numer: 31/09; strona 54; rubryka: Wywiad

Z Petrą Soukupovą rozmawia Šimon Šafránek

  

W twoich książkach świat bohaterów dziecięcych w istotny sposób zlewa się ze światem ich rodziców i nie ma mowy o idylli. Jednak zło pochodzi już od samych dzieci.
W pewnym wieku niektóre problemy wydają się najistotniejsze, ale każdy mówi: Jesteś tylko dzieckiem, chciałbym mieć takie problemy. Z czasem rzeczywiście okazuje się, że problemy dorosłych są poważniejsze, ale w momencie jego trwania, dziecko uważa ten swój za najgorszy. Ogólnie ludzie nie za bardzo interesują się dzieciństwem.

Więc ty się za to zabrałaś?

To nie tak, że powiedziałam sobie: Skoro nikt o tym nie pisze, ja to zrobię. Zawsze pisałam o dzieciach.

Czy problem zazdrości dotyczy wyłącznie dzieci?
Raczej nie.

A jednak właśnie zazdrość jest według mnie kręgosłupem książki Zniknąć.
Chyba tak. W dzieciństwie zaznałam więcej zazdrości niż w wieku dorosłym. Z bratem. Typowe, on był młodszy i miał łatwiej, bo drogę do wielu spraw przetarłam mu wcześniej ja. Na przykład powroty do domu z knajpy.

Miałaś powody, żeby być o niego zazdrosna?
Więcej spraw uchodziło mu na sucho. Jego zawsze broniła mama, mnie tata. Ale tata rzadziej był w domu.

Czy w twoim pisaniu o rodzicach i dzieciach zawarłaś jakiś wyraźniejszy motyw autobiograficzny?
Nie mam za sobą żadnych okropnych przeżyć, moi rodzice się nie rozwiedli a ja nigdy nie pragnęłam, aby mój brat zniknął. No, może tylko na chwilkę. Ale na szczęście nie zniknął. Moja biedna mama zawsze kiedy przeczyta coś mojego pyta: Byłaś taka nieszczęśliwa? Nie, nie byłam. Dzięki Bogu nie przeżyłam niczego z tych ważnych, wielkich spraw, o których piszę. Jestem jednak wystarczająco szczera w stosunku do swoich odczuć a zarazem bardzo racjonalna, potrafię sobie to więc dość silnie wyobrazić i wczuć się w to, o czym piszę.

Jaki największy problem mieli z tobą rodzice w okresie dojrzewania?
Trzeba by ich się spytać. Największym moim problemem było to, że uważałam, że jestem najmądrzejsza, i nikomu nie dałam sobie nic powiedzieć, i musiałam mieć wszystko, co chcę. A oni chyba trochę się o mnie bali. Że zrobię jakieś głupstwo, na przykład wpadnę w narkotyki. Ale jestem na to chyba za mądra. Tylko skąd rodzice mogli to wiedzieć?

Kiedy zaczęłaś pisać?
Kiedy była całkiem mała, myślałam, że będę rysować. Nawet mi wychodziło, ale nie byłam wystarczająco dobra. Potem już chciałam pisać, chyba już na początku szkoły podstawowej, ale nic nie zrobiłam w tym kierunku. Kiedy miałam piętnaście lat wiedziałam na pewno, że chcę napisać książkę, ale zdecydowanie nie napisałam wtedy nic, co chciałabym komuś wysłać.

Kiedy byłaś w stanie komuś to pokazać?
W liceum pisaliśmy do siebie z najlepszym kolegą listy i spostrzeżenia o życiu, wtedy powiedział, że to moje pisanie nie jest być może tak całkiem do dupy. Był pierwszym człowiekiem, który przeczytał coś mojego.

A rodzicom?
Wcale! Przeczytali moje pierwsze rzeczy, kiedy już byłam na FAMU. Nie traktowali mojego pisania zbyt poważnie. Właściwie, jeszcze kiedy już byłam na FAMU, tata mi mówił, żebym wróciła na uniwersytet, gdzie dwa i pół roku studiowałam czeski, nim mnie nie wyrzucili. Mam nadzieję, że teraz, kiedy mam te książki, choć trochę go to przekonało.

Oprócz pisania bierzesz udział w tworzeniu serialu Comeback. To chyba trochę inna para kaloszy?
Pod każdym względem. W serialu są ograniczenia, terminy i dramaturdzy. W książce nie mam nic z tych rzeczy. Styl też jest inny. W pracy przy serialu bawi mnie właśnie to, czego nie ma przy pisaniu książki- nie siedzę ciągle w domu, tylko poznaję innych ludzi.


Jesteś w stanie pisać przez cały dzień?
Nad serialem pracuję czasem od rana do osiemnastej, ale ogólnie raczej wcześniej zakładam sobie ile mam zrobić w dany dzień, czasami udaje mi się zakończyć już o jedenastej a potem mam wolne.

To te najlepsze dni. Mam miłe poczucie, że coś zrobiłam, ale zarazem mam wolne.


Co robisz potem?
Czytam, gram w scrabbla w necie, wychodzę z psem, wychodzę z koleżankami. Strasznie oryginalny program dnia. Albo robię jakieś rzeczy do pracy nie związane z pisaniem.

 

Obie książki skończyły jako scenariusze- jak wygląda sytuacja z ich realizacją?
Nad morze to scenariusz raczej na motywach książki. Teraz pracuję nad ostateczną wersją z reżyserką, Karin Babinskou. W najlepszym wypadku będzie kręcony przyszłej jesieni. Drugi scenariusz powstał na podstawie jedne z nowel ze Zniknąć, na razie leży w domu, chociaż chciał go przeczytać np. Čestmír Kopecký. Tylko, źe jeszcze mu nie wysłałam. Ale wyślę.

Jak wiele chciałabyś mieć do powiedzenia w kwestii realizacji filmowej?
Na razie jesteśmy na etapie scenariusza. Czyli więcej pracy jest po mojej stronie. Zobaczymy, jak będziemy rozumiały się dalej z Karin. Raczej chciałabym mieć coś do powiedzenia.


Masz łatwo rozpoznawalny lakoniczny styl, przypominający betonowe haiku. Czy ma to związek z tym, że jesteś absolwentką FAMU?
Przeciwnie, właśnie to chyba pomogło mi dostać się na FAMU. To chyba raczej przez to, że od lat pisze dziennik. Od jakiś dziesięciu lat. Wcześniej pisałam go odręcznie, nauczyłam się więc być zwięzła, bo w przeciwnym razie nie dałabym rady wszystkiego zapisać. Chociaż czasem szwindluję, piszę trzy dni do tyłu, staram się nie olewać dziennika. Pisanie dziennika bawi mnie chyba najbardziej ze wszystkiego, co piszę.

O czym w nim piszesz?
Jeśli nic się nie dzieje, są tam tylko krótkie notki. Dla obcej osoby byłyby chyba bezwartościowe. Czasem czytam go i nie potrafię nawet przypomnieć sobie konkretnego dnia na podstawie notki, to źle. I oczywiście to smutne czytać własne zapiski z dzieciństwa, jaki człowiek był głupi, to, co pisałam jakieś trzy lata temu jest mniej więcej podobne do tego, co piszę teraz, więc już się aż tak bardzo za siebie nie wstydzę.

Co uważasz teraz za głupotę?
Nie widzisz wielu rzeczy, na przykład, kiedy człowiek zaczyna buntować się przeciw rodzicom, zaczyna zachowywać się jak wariat i wszystkie te niesprawiedliwości, które ci się przytrafiają, jak to, że mama nie chce cię puścić do knajpy, uważasz za śmiertelnie poważne. A swoją obecność w knajpie uważasz za najważniejszą rzecz w życiu. A rodzice są według ciebie strasznie źli. Te szkolne miłostki. Polewka.


Co według ciebie jest głównym wyznacznikiem dorosłości?
Kiedyś myślałam, że prawo jazdy, umiejętność prowadzenia auta i stały związek. Teraz nie jest to już dla mnie takie jasne, chyba umiejętność radzenia sobie z życiem, jakie chcesz prowadzić. Podążanie za czymś.

Czy pisanie dziennika do czegoś ci się przydaje?
Dziennik jest dla mnie klasyfikacją myśli. Może nie do końca terapią, jednak dużo lepiej potrafię sformułować problemy, kiedy są spisane. Kiedy coś napiszę, jestem w stanie nadać temu kształt i nazwać to.

Czyli jednak terapia.
Być może tak. Słuchaj, kiedy nic się nie dzieje, dziennik nie jest dla mnie aż tak ważny, ale kiedy coś się dzieje, piszę dużo więcej.



Ja nie piszę i nie robię zdjęć, wiem więc, że coś się wydarzyło, ale istnieje szansa, że było inaczej, niż tak, jak to pamiętam.
Dla mnie to trening pamięci. Jeśli dwa tygodnie nie piszę, pieczołowicie rekonstruuję potem wszystkie wydarzenia. Jasne, że nikt mnie do tego nie zmusza, mogłaby tam sobie być przerwa czternastu dni, ale po prostu to robię, trenuję pamięć, chcę jak najdokładniej pamiętać wszystkie rzeczy.

Dlaczego chcesz wiedzieć, co kiedyś robiłaś?
To ważne dla tego, co robisz teraz.

Nie brakuje w tym wszystkim potem jakiejś tajemnicy?
Nie chcę tajemnic. Lubię uporządkowane i jasne sprawy.

Kiedy piszesz powieść, pozostawiasz otwarte zakończenie?
Nie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Pisze chronologicznie, nie powracam.

Takie uporządkowanie i koncentracja kontrastuje dla mnie z tym, jaką cię pamiętam, dready, teraz też wyglądasz dość prowokacyjnie. To tylko kwestia mody?
Chyba tak. Mój wygląd chyba w ogóle nie ma nic wspólnego z tym, jaka jestem. Chyba po prostu podobają mi się trochę pojechane włosy, ale życie lubię mieć jasne, uporządkowane i przejrzyste. Jestem też dość porządna, kiedy wkoło jest porządek, łatwiej jest posprzątać wewnątrz.